wtorek, 21 lipca 2015

Rozdział 2

Wydaje mu się, że krótki spacer nie będzie taki zły. Nie wie jeszcze, jak bardzo się myli. Wychodząc właśnie ze swojej ulicy zauważył dwóch starszych od siebie chłopaków. Nie przejął się tym zbytnio. Gdy przechodził koło nich zaczęli pokazywać go palcami, a następnie się śmiać. Kyle zignorował ich, nie dając się w ten sposób sprowokować. Oboje widząc, że on się łatwo nie podda, zaczęli za nim iść, aby go trochę nastraszyć. Kyle rozszyfrowując ich plany zaczął iść szybciej, próbując ich zgubić
 Skręcił w pierwsza prawą uliczkę. Ci, co za nim szli, pomyśleli sobie, że to kompletny idiota, lecz on znając wszystkie miejsca wie doskonale, jak ich zgubić. Było ciemno, ciężko było cokolwiek zobaczyć, więc Kyle kierował się instynktem. Wszedł dość sprawnie na rosnące po lewo drzewo.
- Ech.. Mike.. Chyba go zgubiliśmy.. A niech to!
 - I co my teraz zrobimy?
- Nic. Chodźmy dalej, może dojdziemy do głównej drogi.
 Kyle słyszał już tylko oddalające się coraz bardziej kroki i ich nierówne oddechy. Upewniając się, że są daleko od niego, postanowił wejść z drzewa i iść w tę samą stronę co oni.
 Znalazłszy się w bezpiecznej od nich odległości, zaczął specjalnie szeleścić liśćmi. Oboje odwrócili się zaskoczeni i trochę przestraszeni na jego widokiem. Nie sądzili, że go jeszcze ujrzą.
- No chłopcy. Role się odwróciły, co? - powiedział i mimo panujących ciemności dostrzegli jego nienawistne spojrzenie. Nagle kolor jego tęczówek o głębokim zielonym kolorze zmieniły się w srebro. Oboje spojrzeli na siebie i niemal w tym samym momencie połknęli głośno ślinę - Myśleliście, że jestem idiotą, który od razu się podda? Trafiliście nie na tę osobę. A teraz.. Co by tu z wami zrobić... - zauważyli jego sarkastyczny uśmieszek - może.. Próbowaliście być kiedyś kotem i spadać na cztery łapy? Jeżeli nie, to teraz będzie ten pierwszy raz.
 Kyle nie zwracał większej tych na ich przerażone spojrzenia. Skoro z nim zadarli, nie puści tego mimo uszu. Nie teraz. Ju jego zdziwieniu, chłopcy wcale nie próbowali uciekać, wręcz przeciwnie. Stali jak wryci i patrzyli się na to, co on robi. Znalazłszy kawałek sznurka w kieszeni, już wiedział doskonale co zrobi. Przełożył sobie jednego chłopaka przez ramię i zaczął się wspinać po pobliskim słupie. Będąc na połowie wysokości słupa rozwinął sznurek i przerwał go na pół, wiążąc ręce chłopaka wokół słupa. Zrobił to samo z drugim chłopakiem.
- I co? Nic nie powiecie? Nagle dość cisi się zrobiliscie - rzekł po chwili, znów ze swoim sarkastycznym uśmiechem. - No.. A to dopiero połowa gry - nagle z ust wyciągnęly się dwa ostre jak u kota zęby. - wiecie.. Mało dzisiaj jadłem.. - powiedział zatapiając żeby w szyi Mike'a, który od razu zaczął krzyczeć. Zawtórował mu jego przyjaciel Ryan, który nie wiedział co się dzieje po drugiej stronie słupa. Życiodajny płyn szybko wypełniał organizm i żyły Kyle'a. Wiedział, kiedy ma przestać. Gdy skończył Mike'owi głowa opadła, a on sam stracił przytomność. Zrobił to samo z Ryan'em.
 Kyle miał świadomość ryzyka jakie niesie pożywianie się na takiej wysokości. Jedyne co go ochraniało to to, że dookoła były drzewa i była ona. Powątpiewał czy ktokolwiek przechodzi tedy nocą.
Po zaspokojeniu głodu zrobił do domu, było w końcu po pierwszej, zostawiając ich na pastwę losu. Rozebrał się i w samych bokserkach położył się spać na kanapie. Usnął niemal natychmiast.


***


Jeżeli to przeczytałeś/łaś to wiedz, ze ci bardzo dziękuję.
Czekam na twój komentarz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz